Na kanwie ostatnich wydarzeń publikujemy bardzo ciekawy tekst naszego mieszkańca. Zapraszamy do lektury.
Ewolucja wykształciła dwa podstawowe zwierzęce gatunki: samotnicze-terytorialne i stadneeksterytorialne. Jaki jest homo sapiens? Podobno stadny. Chyba, że dotyczy to jego gruntu, wtedy jest terytorialny i używając przeciwstawnego kciuka buduje bariery wokoło swojego terenu. Lew, niedźwiedź czy wilk po prostu nasika na granicy i spoko. Krewni misia i inne misie wiedzą, dokąd mogą spacerować. Zapach niedźwiedziego moczu nie dotyczy saren, łosi, zajęcy, jeży i dzików. Te mogą sobie spokojnie wędrować. Człowiek nie sika na granicy. Człowiek stawia bariery. Płoty. Odcina spacery swoim pobratyńcom i całej Naturze.
Jeśli mieszkamy w bloku, lub w środku osiedla to denerwuje nas to grodzenie pól, łąk, lasów. Ale jeśli mamy własny kawałek łąki to popieramy siatki, bo też nie chcemy aby nam psy wyprowadzające ludzi na spacer, defekowały pomiędzy szczawiem a wrotyczem. Powód do awantury zatem jest! Grodzić! Nie grodzić! Ja za! A Ty przeciw! Nawalamy się o tą siatkę na forach i wszelakich internetach.
A tymczasem sarna sobie wędruje jak zawsze, bo ona jest u siebie, bez względu na to czy miś nasikał czy człowiek osiatkował. Tak skacze sobie zgrabnie, aż wplątuje się o zmierzchu w tą siatkę… Tego zmierzchu, gdy my, ludzie, nawalamy się komentarzami na fejkzbuku na temat tejże siatki! Argumenty mamy coraz mocniejsze! Czasem to aż tchu brakuje gdy się czyta te bzdury wypisywane przez oponentów! Do północy kłótnia w internecie prowadzi do kilku apopleksji, prawie-zawałów i prawie-wylewów! A w tym czasie sarna wplątana w siatkę sobie po cichutku kona. Dusi się, lub wykrwawia z otwartym złamaniem czy rozprutym brzuchem. Po północy zasypiamy zmęczeni walką z „debilami” nie rozumiejącymi logicznych argumentów. Cierpienie sarny trwa do świtu. Rano ktoś umieszcza w social mediach zdjęcie umęczonej sarny. Zaczyna się piekło. Dla właścicieli ogrodzonych łąk, jest przygotowywany lincz. „Ogrodzeniowcy” zasłaniają się prawem własności i „czynieniem sobie Ziemi poddaną”…
Dyskusja trwa! Poziom inwektyw podskakuje. Urzędnicy są proszeni o interwencję. Wojewodowie, lub wójtowie mają się natychmiast zadeklarować po której są stronie. Leśniczy zdejmuje truchło z siatki. Organizacje proanimals szykują transparenty na marsz milczenia. Właściciel łąki naprawia uszkodzoną siatkę. Ludzie spacerujący z psami piszą petycję…
Wilk sika na granicy swojego terytorium. Łoś przechodzi z terenu jednego wilka na teren innej watahy, nawet nie wiedząc, że przekroczył wilczą granicę!!! Wójt siwieje na myśl o spotkaniu z mieszkańcami domagającymi się ostatecznego rozwiązania kwestii ogrodzeń łąk i pól… Deszcz pada. Rzeka ogrodzona wałami wnerwia się i wylewa. Bo rzeka jest u siebie! Temat umęczonej na siatce sarny spada z afisza. Ruszamy pomagać powodzianom. Bo mieszkali na terenie zabranym rzece. Kolejna sarna wplątuje się w ogrodzenie.
Dyskusja trwa. A w tym czasie homo sapiens gdzieś buduje kolejne bariery i ogrodzenia. Kolejne rzeki będą się domagać swojego terenu. Na razie Natura zatrudniła rzeki do upominania się o swoje. Co zrobimy, gdy Natura nauczy sarny, łosie, wilki i niedźwiedzie upominać się o swój teren? A nuczy…
Może opamiętajmy się z tymi nieNaturalnymi barierami?
Może powinniśmy uczyć się żyć w zgodzie z Naturą.
Bo awantura lub wojna z Naturą jest dla homo sapiens na pewno przegrana!
Fot. Piotr Tomaszewski
